Tag: stres w pracy

  • Efekt kanapki. Dlaczego to menedżer wypala się pierwszy?

    Kilka lat temu miałem taki tydzień, w którym rano dostawałem telefon z góry — „potrzebujemy tego raportu wcześniej” — a po południu ktoś z zespołu pukał do drzwi z zupełnie innym problemem: że nie daje rady, że coś w pracy go przerasta, że potrzebuje rozmowy. I tak w kółko. Wieczorem siadałem i myślałem: kiedy właściwie ja miałem się zająć swoją robotą?

    Jeśli zarządzasz ludźmi, pewnie znasz to uczucie. Z jednej strony masz przełożonych i wyniki, które trzeba pokazać. Z drugiej — zespół, który potrzebuje Twojej uwagi, wsparcia, czasem po prostu obecności. Stoisz pośrodku i obie strony ciągną w swoją stronę. W branży zaczęto to nazywać „efektem kanapki” — i, jak się okazuje, to nie jest tylko moje wrażenie.

    Wypalenie zawodowe menedżerów – to nie jest pojedynczy przypadek

    Instytut Gallupa w najnowszym raporcie o światowym rynku pracy pokazuje, że zaangażowanie menedżerów spadło od 2022 roku o 9 punktów procentowych — z 31 do 22 procent. Żadna inna grupa zawodowa nie odnotowała aż takiego spadku. W Polsce sprawa wygląda podobnie: aż 80 procent specjalistów i menedżerów przyznaje, że doświadcza objawów wypalenia.

    Menedżerowie średniego szczebla są w tym szczególnie trudnym miejscu — muszą realizować cele wyznaczone z góry i jednocześnie dbać o ludzi, którzy im podlegają. Presja z dwóch stron naraz. Do tego dochodzi coś, o czym rzadziej się mówi: sami menedżerowie mają zwykle własne zadania, które pochłaniają im 35-40 procent czasu pracy — więc zarządzanie zespołem to dla nich dodatek do właściwej roboty, nie cała robota.

    Można by na tym poprzestać — zdiagnozować problem i powiedzieć „trudno, taka praca”. Ale akurat w moim podejściu chodzi o coś innego: nie analizować bez końca dlaczego jest ciężko, tylko sprawdzić, co już działa i jak to wykorzystać.

    Zarządzanie stresem w nurcie TSR — zacznij od tego, co już działa

    Pracuję w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach (TSR) i jedno z pierwszych pytań, jakie tam zadajemy, brzmi: kiedy ostatnio było choć trochę lżej?

    Nie „czy w ogóle bywa lżej” — tylko konkretnie, kiedy. Bo prawie zawsze da się znaleźć taki moment, nawet jeśli w pierwszej chwili wydaje się, że nie.

    Wyobraź sobie kierowniczkę zespołu — nazwijmy ją Marta, dwanaście osób pod sobą, klasyczny „efekt kanapki”. Kiedy zapytać ją o dzień, w którym było choć trochę lepiej, zwykle po chwili namysłu odpowiada coś w stylu: „we wtorek, bo z rana zrobiłam sobie piętnaście minut zanim otworzyłam maila”. Brzmi drobno. Ale to jest właśnie ten trop — jeśli piętnaście minut ciszy rano coś zmieniło, to znaczy, że to działa, i można to powtórzyć świadomie, zamiast czekać aż przypadkiem się zdarzy.

    Pytanie o cud, które brzmi dziwnie, ale działa

    Drugie narzędzie, które lubię, to tak zwane pytanie o cud. Brzmi mniej więcej tak: gdyby jutro rano ten ucisk z góry i z dołu nagle zniknął — po czym byś poznał, że coś się zmieniło? Co robiłbyś inaczej w pierwszej godzinie pracy?

    Nie chodzi o to, żeby marzyć o idealnym świecie. Chodzi o to, żeby znaleźć konkretny, zauważalny szczegół — bo dopiero konkret da się zaplanować. Odpowiedź „byłbym mniej zestresowany” niczego nie zmienia. Odpowiedź „nie sprawdzałbym maila przed dziewiątą” — już tak, bo to coś, co realnie można zrobić jutro.

    Skala, którą możesz zrobić sam ze sobą w pięć minut

    Trzecia rzecz jest najprostsza. W skali od 1 do 10, jak bardzo czujesz dziś ten ucisk z obu stron? Nieważne co odpowiesz. Ważniejsze pytanie brzmi: co sprawiłoby, że byłoby o pół punktu lepiej? Nie od razu dziesięć — pół punktu.

    To podejście do budowania odporności psychicznej jako umiejętności, którą można trenować krok po kroku, a nie cechy, którą się po prostu ma albo nie ma. I to jest chyba najlepsza wiadomość w tym wszystkim — że nie trzeba czekać na wielką zmianę organizacyjną, żeby poczuć się choć trochę lepiej.

    Jedno ważne zastrzeżenie

    Te trzy narzędzia to dobry punkt wyjścia do samodzielnej refleksji, nie uniwersalna recepta na wypalenie zawodowe. Jeśli ten ucisk trwa u Ciebie od miesięcy i żadne piętnaście minut ciszy rano już nie pomaga — to sygnał, żeby porozmawiać z kimś, komu ufasz, albo umówić się na konsultację. Nie trzeba czekać, aż zrobi się naprawdę źle.

    Pracujesz pod podobną presją i chcesz to przegadać? Napisz do mnie — pierwsza rozmowa jest bezpłatna.